Walczy o życie

Kiedy wygrała reality show „Kawaler do wzięcia”, myślała, że życie stoi przed nią otworem. Jednak los napisał inny scenariusz.

Pięć lat temu dowiedziała się, że jest bardzo poważnie chora. Nie poddała się. Postanowiła walczyć z chorobą.

Mowa o szczeciniance Justynie Kurowskiej. Niestety na jej chorobę nie ma lekarstwa. Jedyną szansą jest przeszczep komórek macierzystych, który może przedłużyć jej życie. Takie zabiegi wykonuje się w Chinach, a całkowity koszt z rehabilitacją to 84 tysiące złotych. Dla Justyny, która żyje ze skromnej renty to astronomiczna suma.

Justyna cierpi na ataksję rdzeniowo - móżdżkową, która uszkadza układ nerwowy. To choroba genetyczna, która przechodzi z pokolenia na pokolenie. Jest dziedziczona genetycznie, doprowadza do stopniowego zaniku móżdżka, co nieuchronnie prowadzi do niepełnosprawności.

– Ataksję odziedziczyłam po ojcu, który już nie żyje – mówi szczecinianka. – Z powodu ataksji cierpi również moja starsza siostra, ciocia oraz kuzynka. Ryzyko, że na nią zapadnę wynosiło 50 procent. Niestety nie miałam szczęścia.

Pomimo choroby nadal jest piękną,  pełną optymizmu dziewczyną. Tą samą, która zachwyciła widzów w programie telewizyjnym „Kawaler do wzięcia”, gdzie w 2003 roku dziewczyny walczyły o względy przystojnego Bartka. Wygrała właśnie ona, prostoduszna, szczera i autentycznie zauroczona Bartkiem. Jednak po zakończeniu show mężczyzna nie okazał wybraną partnerką zainteresowania.

- To było wielkie rozczarowanie. W programie zachowywał się jak książę z bajki, był uprzejmy, szarmancki, romantyczny. Nic dziwnego, że podbił moje serce – wspomina Justyna. – Kiedy jednak wróciliśmy do Polski, okazało się, że jest z kimś związany. Stało się dla mnie jasne, że chciał się tylko wylansować w telewizji. Do tej pory nie mamy żadnego kontaktu, nie mam pojęcia czy wie o mojej chorobie.

Po programie miała masę planów na przyszłość, zaczęła studia na filologii angielskiej, uczyła się tańca i karate. Pracowała w aptece jako konsultantka. Wszystko zmieniło się w 2007 roku gdy zaczęła mieć problemy z równowagą. Zrobiła badania i usłyszała straszną diagnozę. Jej życie zmieniło się diametralnie, a choroba szybko dała o sobie znać. Musiała zrezygnować z pracy w aptece i zacząć intensywną rehabilitację, która spowalnia postęp choroby. Doszły też problemy finansowe. Justyna żyje z renty, która wynosi 760 złotych. Ta skromna suma musi wystarczyć na wynajem mieszkania, kosmetyki i jedzenie.

– Nie jest łatwo, bo mieszkam sama, a trudności zaczynają mi sprawiać najprostsze czynności jak makijaż czy pisanie – dodaje.

Na szczęście pomagają jej znajomi i nieznajomi. Przysyłają drogie suplementy, które są nieodzowne przy jej chorobie, ma darmową siłownię, fryzjera, a nawet restaurację w której może czasem zjeść obiad.

– Dzięki takim ludziom chce się żyć i walczyć – uśmiecha się Justyna. – Marzę, by zatrzymać tę chorobę. Uzbierać pieniądze i pojechać do Chin. Wiem, że pracują nad lekiem, który ma być wprowadzony w ciągu najbliższych pięciu lat. Tak bardzo chciałabym tego doczekać!

Jak pomóc Justynie

Możemy pomóc Justynie w uzbieraniu pieniędzy na przeszczep komórek macierzystych. Możemy to zrobić wpłacając pieniądze na konto: 
BRE BANK S.A. 89114011370000244060001001 z dopiskiem: „Dla Justyny Kurowskiej” 
Fundacja „Oliwia” ul. Klonowica 30/1, 71-247 Szczecin REGON: 320889448, NIP: 852 257 82 39

Prestiż  
Listopad 2011